Stałem się zalękniony i przybity - pisze poeta o tych pierwszych latach szkolnych - że byłem jak ten zabłąkany ptak w izbie; jedna tylko dusza była dla mnie przyjazna i dobra, była to młoda dziewczyna, która wraz z innymi przygotowywała się do konfirmacji - panna Tönder Lund, uchodząca za najwytworniejszą i najbardziej podziwianą przez wszystkich. Jedynie ona spoglądała na mnie łagodnie, witała mnie przyjaznym >dzień dobry<, a nawet raz dała mi różę.
Wróciłem wtedy do domu szczęśliwy, że jest ktoś na świecie, kto zwrócił na mnie uwagę i nie odepchnął od siebie.
Och, mój biedny Andersenie… Dlaczego Twoja postać przepadła gdzieś wśród Twoich bajek?